Śląsk przegrywa swoją przyszłość. Koledzy biegali z ulotkami polityków PiS, a arcybiskup powtarza Sasina.

 

Dziennik Zachodni - autor Marcin Zasada  

 

Ziętek: Górnicy nie mają nikogo. Śląsk przegrywa swoją przyszłość. Koledzy biegali z ulotkami polityków PiS, a arcybiskup powtarza Sasina.

Rozmowa z Bogusławem Ziętkiem, liderem i współzałożycielem Sierpnia 80, a w latach 2005–2017 liderem Polskiej Partii Pracy, kandydatem PPP-Sierpień 80 w wyborach prezydenckich w 2010 roku.

 

  • Bogusław Ziętek mówi o tym, czy górnicze spółki czeka rychłe bankructwo
  • Dlaczego umowa społeczna jest tak pilnie potrzebna?
  • "Nie mamy w rządzie żadnej postaci, która kreowałaby politykę Śląska"
  • Jest też o związkach zawodowych, które grają, jak rządowa orkiestra zagra
  • "Piwa z panami ministrami, premierami nie piłem i nikogo pierwszym gwarkiem Rzeczpospolitej nie nazywałem"

Rząd, który zarządzał górnictwem najgorzej?

Wszystkie mają grzechy na sumieniu. Najgorsze były chyba rządy Platformy Obywatelskiej. Wtedy górnictwo podlegało dryfowi i nie ma żadnych wątpliwości, że nikomu nie zależało na tym, żeby je ratować.

Rząd PiS zmieściłby się na podium?

Na pewno.

Górnictwo kiedykolwiek było w gorszym położeniu niż dziś?

Było. Gdy PiS obejmował władzę, Jastrzębska Spółka Węglowa była bankrutem. Nie funkcjonowały Kompania Węglowa i Katowicki Holding Węglowy. Później udało się to naprawić ministrom Tchórzewskiemu i Tobiszowskiemu. Oni wyciągali górnictwo znad przepaści, ale chyba tylko po to, by ich następcy z powrotem nas nad tę przepaść doprowadzili.

Na szczęście, w połowie grudnia będzie umowa społeczna, która ureguluje transformację górnictwa do roku 2049?

Doceniam sarkazm. Wiceminister Soboń ma doskonały humor, gdy mówi, że „co prawda do 15 grudnia ta umowa nie zostanie sformułowana, jak zapisano w porozumieniu, ale zaczną się nad nią prace”. To jest takie miękkie przesuwanie granic. Bez tej umowy nie ma po co jechać do Brukseli, a bez zgody Brukseli polskie górnictwo czeka katastrofa. W styczniu stajemy pod ścianą.

To znaczy?

Nie ma pieniędzy na nic, na funkcjonowanie w żadnej spółce węglowej. Może poza JSW, która dostała pomoc covidową – ta ją utopi, ale trochę później. Reszta spółek to bankruci. Rząd będzie pewnie stosował jakieś finansowe zastrzyki, bo nie może pozwolić sobie, żeby takie duże firmy upadły z dnia na dzień. Ale wciąż słyszymy o deklaracjach energetyki: że w przyszłym roku nie odbierze 7 mln ton od górnictwa. 7 mln ton? To oznacza 4 kopalnie do odstrzału natychmiast. Przewidujemy, że do szybkiej likwidacji kilku zakładów może dojść. Oczywiście, to jest kłopot, dlatego rząd się do tego nie przyznaje i funduje kolejne ściemy.

Z czego wynikają opóźnienia w pracach nad umową?

Trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że rząd zmarnował czas, jaki miał od podpisania porozumienia we wrześniu do dziś. Wiceminister Soboń oświadczył wczoraj, że zespoły robocze w ramach prac nad umową zakończyły swoje prace. Ktoś mógłby więc pomyśleć, że zespoły się dogadały i mają jakieś wspólne stanowisko. Tak nie jest. Jest mnóstwo rozbieżności dotyczących dalszego funkcjonowania kopalń, np. tych rudzkich. My uważamy, że one absolutnie nie powinny być likwidowane. Bo o ile Unia Europejska wymusza na nas likwidację kopalń węgla energetycznego i rezygnację z energetyki konwencjonalnej, o tyle zakłady, które mają węgiel koksowy, powinny funkcjonować, bo to jest paliwo strategiczne w UE.

We wrześniu podpisaliście się pod porozumieniem i harmonogramem zamykania kopalń. Tam Bielszowice i Halemba szły do likwidacji w perspektywie 3-4 lat.

Oprócz harmonogramu był również zapis mówiący, że w ciągu 2 lat wypracowana zostanie formuła funkcjonowania tych kopalń w oparciu o węgiel koksowy.

I przypomniano sobie, że taki węgiel jest w Rudzie dopiero, gdy całe górnictwo zaczęło się zwijać?

To jest niesamowite zjawisko. Najpierw mieszano i sprzedawano ten węgiel jako energetyczny, za połowę wartości. Teraz okazuje się, że ze węgiel koksowy - 40 procent wydobywanego tam węgla – traktowany jest jako odpad, gdy sąsiednia kopalnia Budryk, należąca do Jastrzębskiej Spółki Węglowej, chwali się, że wydobywa 20 procent węgla koksowego i dobrze funkcjonuje. Dalsze zarządzanie górnictwem wymagałoby głębokiego pochylenia się nad tym, jak wiele w nim zmarnowano, w sposób koncertowy.

Zmarnowano? Przez 4 lata związkowcy wysłuchiwali od premierów, ministrów i prezydenta o tym, jak górnictwo cudownie działa i jaką ma przyszłość. Podczas każdej Barbórki wznosili za to toasty razem z politykami PiS.

Biorę to na pierś, choć ja nigdy temu rządowi gorzkich słów nie szczędziłem. Piwa z panami ministrami, premierami nie piłem i nikogo pierwszym gwarkiem Rzeczpospolitej nie nazywałem. Związki zawodowe traktuje się jako całość, ale wewnątrz tej całości też są różnice i ja bardzo sceptycznie podchodzę do tego, co dzieje się w górnictwie. Nasi koledzy popełnili błąd polegający na zbyt dużym zaufaniu wobec władzy, która nie dotrzymywała obietnic. Sierpień 80 w styczniu tego roku wyszedł na tory, gdy ten statek płynął w kierunku góry lodowej. To my nagłaśnialiśmy kwestię importu węgla do Polski, który był absolutnie niewskazany. Ale jeśli we wrześniu przyjeżdża na Śląsk minister i mówi tak: „Słuchajcie chopy, mamy wszystko w Unii dogadane. Potrzebny jest tylko wasz podpis pod umową społeczną, którą tam przedstawimy i pojedziemy z tym koksem do przodu”, to stanęliśmy pod ścianą. Do końca miałem wątpliwości, bo to porozumienie mogło być lepsze. Gdybyśmy jednak zrealizowali to, co obiecywali ministrowie we wrześniu, czyli system dopłat do wydobycia węgla i program osłonowy obejmujący tych, którzy dobrowolnie z górnictwa odchodzą i tych, którzy chcą dopracować do emerytury, to mielibyśmy kłopot z głowy.

Jaki kłopot z głowy? Prawo unijne zabrania subsydiowania paliw kopalnych i łatwiej wyobrazić sobie jego dalsze zaostrzanie niż zgodę Komisji Europejskiej na dopłacanie do wydobycia w nierentownych kopalniach na Śląsku.

Tak, ale członek rządu mówi nam, że Unia dopuszcza odstępstwa od swoich regulacji, jeśli jest wynegocjowana umowa społeczna. Na jej podstawie może zgodzić się na stopniowe odchodzenie od węgla. Ta ścieżka wydawała się nam rozsądna.

Pytanie powinno brzmieć raczej, czy jest ona ścieżką realną.

Czyli: czy ministrowie opowiadali nam na Śląsku głupoty, tylko po to, by grać na czas? Przekonamy się. Coraz więcej wskazuje na to, że polski rząd boi się stanowczo postawić tę sprawę w Unii Europejskiej, stąd ta gra na zwłokę. Od stycznia górnictwo powinno funkcjonować już w oparciu o uzgodnienia z Komisją Europejską. Ostatnio zrobił się szum, więc wiceminister Soboń przyjechał na Śląsk, żeby powiedzieć, że wszystko jest ok, bo projekt umowy społecznej zostanie 15 grudnia przedstawiony.

I co potem? Sygnatariusze porozumienia z września jeszcze raz usiądą do rozmów?

Nie mam pojęcia i tego nie wie też nikt. Wyobrażałem sobie, że pewne rzeczy będą uzgadniane w drodze negocjacji. A słyszę, że rząd przywiezie projekt i będzie oczekiwanie, że my go w 15 minut podpiszemy. Prawda jest taka, że od czasu odejścia Krzysztofa Tchórzewskiego z Ministerstwa Energii, nikt nad górnictwem nie panuje, nikt nie ma pomysłu, jak je ułożyć. Przecież formuła funkcjonowania tego sektora w obecnym kształcie już dawno się wyczerpała.

To akurat zauważył nawet arcybiskup Wiktor Skworc. „Zamykanie nierentownych kopalń jest palącą ekonomiczną koniecznością”. Ma rację hierarcha?

Arcybiskup nie wymyślił nic nowego. Ale nie wiem, po co powtarza słowa Jacka Sasina. Kościołowi radziłbym, żeby jednak poradził sobie z własnymi problemami. A jeśli arcybiskup Skworc chce zabierać głos w kwestii przyszłości gospodarczej Śląska, to niech zastanowi się, czy „ta paląca konieczność” nie oznacza całkowitej degradacji regionu. Nie da się w tak krótkim czasie zlikwidować sektora, która jest wciąż podstawą funkcjonowania Śląska. Zwłaszcza, że nikt nie wie, nawet sam arcybiskup, co zamiast górnictwa.

Chyba właśnie po to uzgadniacie tę słynną umowę społeczną. Według pana podpisanie jej w styczniu jest w jakimkolwiek stopniu możliwe?

Gdyby w jakimkolwiek normalnym kraju dochodziło do przebudowy gospodarczej takiego regionu jak Śląsk, to dokument, który tę przebudowę reguluje negocjowaliby premier z połową rządu i wszyscy najważniejsi politycy. Nie ujmując nic panu wiceministrowi Soboniowi, przysłano nam osobę, która ma dość wąski zakres kompetencji. I w takich okolicznościach mamy dyskutować o przyszłości 5-milionowego regionu na zakręcie gospodarczym i społecznym.

A związki zawodowe nie miały świadomości tych okoliczności przez 5 lat, gdy tańczyły jak rządowa orkiestra zagrała?

Mogę współczuć kolegom, którzy dziś zarzucają temu rządowi, że nie dotrzymał słowa, na przykład w kwestii likwidacji kopalń. Na własne uszy słyszałem, jak niektórzy żalili się, że biegali z ulotkami i sprowadzali polityków PiS pod swoje kopalnie w trakcie kampanii wyborczych.

Solidarność?

Tak, mam na myśli kolegów z Solidarności. Myślałem, że oni wyciągnęli wnioski z przeszłości i nie pójdą ścieżką AWS. Mieli nie popełniać tych samych błędów, a właśnie je powtórzyli. Głęboko wierzę jednak, że w Solidarności są ludzie, którzy szczerze mówili, że trzeba bronić górnictwa.

Pan się dziwi, że do rozmowy o przyszłości Śląska oddelegowano wiceministra. A gdzie armia naszych parlamentarzystów?

My jako Śląsk nie mamy zdolności do dbania o swoje interesy. Przecież w tym rządzie nie ma nawet nikogo ze Śląska.

Jest premier z Katowic.

Zaczął pan od sarkazmu i na sarkazmie kończymy. Premier jest tak pro-śląski, że chyba tylko sarkazm nam pozostał. Nie mamy w rządzie żadnej postaci, która kreowałaby politykę Śląska. Nie mamy nikogo. Trudno więc się dziwić, że przegrywamy w tej walce o swoją przyszłość.

A może to po prostu związki przegrywają, a Śląsk da sobie radę również bez górnictwa.

W takim razie chciałbym zobaczyć nową wizję funkcjonowania tego regionu, jeśli będziemy konsekwentnie odchodzić od węgla. Uważam też, że to błąd i wkrótce zapłacimy za to ogromny rachunek, a opowieści o tym, jak prąd i ciepło zapewnią nam farmy wiatrowe oraz elektrownie atomowe, traktuję jak bajki.

Ziętek: Górnicy nie mają nikogo.

04 grudnia 2020
Ziętek dla wnp
Wszystkie materiały umieszczone na tej stronie (zdjęcia, filmy, teksty oraz grafiki) są własnością Komisji Krajowej WZZ Sierpień 80 i podlegają ochronie prawnej.
Materiały zawarte na niniejszej stronie mogą być wykorzystywane lub rozpowszechniane jedynie w celach informacyjnych oraz wyłącznie z notą o prawach autorskich oraz ze wskazaniem źródła informacji po wcześniejszym uzgodnieniu z Komisją Krajową WZZ Sierpień 80.