Wszystkie materiały umieszczone na tej stronie (zdjęcia, filmy, teksty oraz grafiki) są własnością Komisji Krajowej WZZ Sierpień 80 i podlegają ochronie prawnej.
Materiały zawarte na niniejszej stronie mogą być wykorzystywane lub rozpowszechniane jedynie w celach informacyjnych oraz wyłącznie z notą o prawach autorskich oraz ze wskazaniem źródła informacji po wcześniejszym uzgodnieniu z Komisją Krajową WZZ Sierpień 80. 

PAWEŁ PAWLIK

  Ze względu na ceny gazu, prądu i inflację, rządzący będą mieli problem nie tylko z górnikami, ale z połową Polski. Jest wiele grup zawodowych, które chętnie pojadą na Warszawę – mówi o możliwym strajku w stolicy Rafał Jedwabny z "Sierpnia 80". W rozmowie z Onetem związkowiec tłumaczy, dlaczego górnicy zdecydowali się na protest ostrzegawczy i blokują dostawy węgla do elektrowni.
Foto: PAP/Zbigniew Meissner

Rafał Jedwabny ze Związku Zawodowego "Sierpień '80"

  • Na Śląsku trwa ostrzegawczy protest górników, którzy domagają się wypłat za nadgodziny. Blokują tory i wysyłkę węgla do elektrowni
  • – W Polsce zaczyna brakować węgla. Otarliśmy się o wyłączenie prądu. Poproszono nas, żeby zwiększyć wydobycie dla energetyki – mówi Rafał Jedwabny z "Sierpnia '80"
  • – Górnicy pracują po 28-30 dniówek w miesiącu. Okazało, że za weekendy nikt nie zamierza nam zapłacić – twierdzi związkowiec
  • – Jeśli dojdzie do strajku, nie będziemy sami. Jest wiele grup zawodowych, które chętnie pojadą na Warszawę – podkreśla Jedwabny
  • Więcej ciekawych informacji znajdziesz na stronie głównej Onetu

Paweł Pawlik, Onet: Na Śląsku trwa protest górników, którzy blokują wysyłkę węgla do elektrowni. Dlaczego?

Rafał Jedwabny, "Sierpień '80": Ten protest to akt naszej desperacji. Od września górnicy pracują po 28-30 dniówek w miesiącu, bo w Polsce zaczyna brakować węgla. Bez tego kaloryfery będą zimne. Poproszono nas, żeby zwiększyć wydobycie dla energetyki, co oznacza, że musimy pracować również w soboty i niedziele. Okazało, że za te weekendy nikt nie zamierza nam zapłacić.

Jak to możliwe?

W kopalniach fundusze płac są tak zorganizowane, że niezależnie od tego, czy pracujemy 21 dniówek, czy 30, jeśli nie ma dodatkowych środków, dostajemy te same pieniądze. Jednak we wrześniu umówiliśmy się z ministerstwem i pracodawcą, że górnicy otrzymają rekompensatę za dodatkowe dni. Wszyscy się zgodzili, ale dziś, gdy trzeba zapłacić, pieniędzy nie ma. Pracujemy więc za darmo.

Pracodawca proponował odbiór dni wolnych za nadgodziny?

Nie możemy wybrać wolnego, bo jest nas za mało, więc w tygodniu kopalnie musiałyby ograniczyć wydobycie.

Nabili was w butelkę.

Ten węgiel był bardzo potrzebny. Otarliśmy się o wyłączenie prądu w Polsce. Szkoda tylko, że zapomniano o ludziach, którzy pracowali w nadgodzinach, żeby temu zapobiec.

Kto zawinił?

Kolejny raz zaufaliśmy nieodpowiednim osobom, prezesom zarządu i ministerstwu. Znów nas oszukano. Nie było ich nawet stać, żeby uczciwie powiedzieć "nie ma pieniędzy, ale potrzebujemy węgla". Proszę mi uwierzyć, że ci sami górnicy, którzy dziś protestują, poszliby i nakopali tego węgla. Ale nikt z nami w ten sposób nie rozmawiał. Usłyszeliśmy tylko zapewnienia, że praca w weekendy zostanie zrekompensowana. Jak przyszło do konkretnych rozmów, wycofali się rakiem.

Co oznacza w dłuższej perspektywie blokada transportów węgla do elektrowni?

Tory blokowane są przy wszystkich kopalniach Polskiej Grupy Górniczej przez 48 godzin. Nie wyjedzie ani jedna tona na energetykę i ciepłownictwo. Staramy się to jednak robić rozsądnie. Nie zależy nam, żeby Polacy marzli i zostali bez energii, dlatego blokada trwa tylko dwie doby. Gdybyśmy zdecydowali się na dłuższy protest, to po tygodniu okazałoby się, że w Polsce nie ma prądu i ciepła.

To armata dużego kalibru.

Liczymy na rozsądek rządzących i władz Polskiej Grupy Górniczej.

Tyle że wasz pracodawca jest pod kreską. PGG nie ma pieniędzy.

Spółka zatrudnia ok. 40 tys. ludzi, więc w tym kontekście mówimy o kwocie w granicach 50 mln zł. To oczywiście dużo dla każdego z nas, ale dla górnictwa, które obraca miliardami złotych, to niewiele. Podkreślam, że górnicy nie chcą pieniędzy za nic, tylko za wykonaną pracę.

Mediacje w tej sprawie zaplanowano na 10 stycznia. Co jeśli się nie dogadacie?

Referendum strajkowe, a jeśli będzie trzeba to okupacja kopalń pod ziemią.

Strajk w Warszawie?

Być może. Jeśli do tego dojdzie, nie będziemy sami. Jest wiele grup zawodowych, które chętnie pojadą na Warszawę. Myślę, że ze względu na ceny gazu, prądu i inflację, rządzący nie będą mieli problemu tylko z górnikami, ale z połową Polski.

Foto: Paweł Pawlik / Onet
Protest górników. Blokada wysyłki węgla w kopalni Halemba w Rudzie Śląskiej

Polska jest największym w Unii Europejskiej producentem węgla kamiennego. Wciąż opiera 70 proc. swojego wytworzenia energii elektrycznej na węglu. Mówi pan, że otarliśmy się o wyłączenie energii. Skąd ten brak surowca na rynku?

Rosjanie zasypali polski rynek swoim węglem. Mniej więcej dwa lata temu energetyka nie kupowała zakontraktowanego węgla z polskich kopalń, a ściągała rosyjski. Nam kazano obniżyć wydobycie o 9 mln ton. Później Rosjanie przerzucili swój węgiel na rynki azjatyckie, więc energetyka zwróciła się ponownie do nas, bo pojawiły się braki. Węgla było za mało, więc dorzucono gazu do systemu energetycznego. Gaz drożeje, a my idziemy w szaleństwo – ufamy, że Putin będzie dla nas dobry.

Ministerstwo stworzyło zespół, żeby zbadać, gdzie się węgiel podział.

Nie trzeba specjalnych komisji, wystarczy przyjechać na Śląsk i zapytać. Rosjanie wycofali swój węgiel, a nam kazano zmniejszyć wydobycie.

Mówił pan o tym premierowi Mateuszowi Morawieckiemu podczas jego niedawnej wizyty w Katowicach. Szef rządu został przez związkowcy wygwizdany, skandowano hasło "Poseł ze Śląska, oszust z Wrocławia".

Hasło mocne, ale prawdziwe. PiS, dochodząc do władzy, mówił wiele o niezależności. Tyle że niszcząc polską energetykę przestajemy być suwerennym państwem. Będziemy uzależnieni od gazu. Ktoś za Nord Stream 2 będzie musiał zapłacić – wychodzi na to, że zapłacą w wyższych rachunkach Polacy.

Miesiąc miodowy górnictwa z władzą, jak widać, już dawno się skończył.

PiS po dojściu do władzy miał niezłą wizję, ale szybko dostał do głowy. Dwa lata temu usłyszeliśmy, że węgiel i my jesteście niepotrzebni. Pod koniec ubiegłego roku przyszli na kolanach i prosili "dajcie więcej węgla". Ale cały czas uważa się nas za zło konieczne w tym kraju. Cały czas jesteśmy opluwani. Przyjeżdża pan premier, opowiada bajki, ile to rurociągów gazowych nie buduje. Ok, niech buduje, niech sprowadza gaz w statkach. Tylko niech ma odwagę powiedzieć Polakom, że ta energia będzie znacznie droższa niż ta z węgla.

Odejście od węgla to kwestia zmian cywilizacyjnych, ale też zobowiązań, których jako kraj się podjęliśmy. Węgiel to też smog, który tylko w Polsce zabija rocznie dziesiątki tysięcy osób.

Japonia buduje kolejne elektrownie węglowe, choć nie mają własnych złóż. Opierają się bodaj na kolumbijskim surowcu. Planują postawienie dwudziestu takich elektrowni. Jak to możliwe? Bo istnieją metody czystego spalania węgla.

Nasi politycy myślą, że jeśli zamkniemy elektrownie węglowe, to rozwiążemy nasze problemy. Ale co w zamian? Możemy przestawić się na gaz, ale to są potężne koszty, które wszyscy odczujemy w kieszeni. Fotowoltaika i wiatraki nie zaspokoją potrzeb. To energia droga, która miewa humory, jest zależna m.in. od pogody. Chyba że postawimy 3-4 razy więcej instalacji niż potrzebujemy, jednak wtedy energia stanie się towarem luksusowym. Atom to bajka przyszłości. Póki nie stworzymy alternatywnego systemu, nie możemy obrażać się na węgiel.

 

Jedwabny: Na kolanach prosili o więcej węgla. Ale nie zaplacili

05 stycznia 2022