Wszystkie materiały umieszczone na tej stronie (zdjęcia, filmy, teksty oraz grafiki) są własnością Komisji Krajowej WZZ Sierpień 80 i podlegają ochronie prawnej.
Materiały zawarte na niniejszej stronie mogą być wykorzystywane lub rozpowszechniane jedynie w celach informacyjnych oraz wyłącznie z notą o prawach autorskich oraz ze wskazaniem źródła informacji po wcześniejszym uzgodnieniu z Komisją Krajową WZZ Sierpień 80. 

Za:https://www.wnp.pl/

Tempo odchodzenia od węgla w polskiej energetyce może okazać się za duże. - Luka pomiędzy projekcją odstawień mocy i nowych inwestycji jawi się jako zatrważająco duża. I nie zapełni jej rozproszona generacja własnych źródeł przemysłu ani znaczący rozwój energetyki odnawialnej - komentuje dla WNP.PL Herbert Leopold Gabryś, były wiceminister przemysłu odpowiedzialny za energetykę. Wacław Czerkawski, przewodniczący Rady OPZZ województwa śląskiego, obawia się, że otrzeźwienie może przyjść za późno.

 
  • Deficyty energii elektrycznej mogą dezorganizować codzienne życie. Ale kosztowniejsze są awarie systemowe sieci najwyższych napięć czy skutki braku mocy w systemie.
  • Grozi nam, jak ostrzega  Herbert Leopold Gabryś, niedostatek tych mocy, które ubezpieczają rozwój energetyki odnawialnej i mogłyby stanowić rezerwę na czas awarii naszych bądź współpracujących z nami stale systemów sąsiedzkich.
  • W środowisku energetyczno-górniczym pada pytanie, czy grożą nam w najbliższych latach deficyty energii spowodowane wyłączaniem bloków węglowych, przy zaniechaniu budowy nowych mocy.
- Od początku roku do końca sierpnia 2021 r. niedostarczonej energii w naszym systemie było prawie 15 GWh, podczas gdy odpowiednio do sierpnia 2020 roku około 5,5 GWh - mówi portalowi WNP.PL Herbert Leopold Gabryś, były wiceminister przemysłu odpowiedzialny za energetykę. - W tych przykładach braki nastąpiły z powodu awarii systemu niskich napięć. Ale w tym samym okresie 2015 roku niedostarczona energia sięgnęła odpowiednio prawie 93,5 GWh. Ten ostatni przykład wyjątkowo wysokich niedostatków energii był jedynym w porównywanym okresie wywołanym niedostatkiem mocy. To obrazuje wagę awarii systemowych sieci najwyższych napięć w przesyle bądź w niedostatkach mocy generacji przy niemożności bilansowania dostawami z zewnątrz .

Najważniejsze: utrzymać rezerwy

W niedostatku dostaw energii ważne są u nas awarie systemów dystrybucyjnych - niskich napięć zarówno co do liczby wyłączeń, jak i liczby przerw w dostawach energii. Te były, są i będą. Z wielu przyczyn. Najczęściej wywołują je nietypowe czy ekstremalne zjawiska atmosferyczne lub błędy ludzkie. Są usuwane, jak zapewnia Gabryś, równie skutecznie i równie szybko jak u naszych sąsiadów z Zachodu.- Zatem nie tu należy lokować nasze obawy o bezpieczeństwo dostaw energii. Wskaźniki wyłączeń linii najwyższych napięć w naszym systemie elektroenergetycznym - zarówno co do liczby wyłączeń, jak średniego ich czasu  są porównywalne z tym, co jest na Zachodzie i nie rosną. Póki co! Niedostatek nakładów inwestycyjnych w tym obszarze mści się okrutnie. I nie da się szybko tego naprawić - dodaje Gabryś.Obawy, jeżeli chodzi o przyszłość, są uzasadnione. Przykład awarii z maja tego roku na stacji rozdzielczej Polskich Sieci Elektroenergetycznych w Rogowcu jest znamienny. Wypadło automatycznie z systemu 10 bloków energetycznych Elektrowni Bełchatów, największego i najtańszego w producenta energii elektrycznej w kraju – jeśli nie liczyć kosztów uprawnień do emisji. Już po kilku godzinach pierwszy blok wrócił do pracy w systemie, a po kilkudziesięciu pozostałe. System energetyczny pracował stabilnie.- Było to możliwe dzięki krajowej rezerwie operatora, uruchomieniu mechanizmów ochrony systemu elektroenergetycznego przed blackoutem oraz skorzystaniu z importu awaryjnego m.in. z Czech, Słowacji i Niemiec - wylicza Herbert Gabryś. - Ale muszę przypomnieć w tym kontekście także emocje wokół kopalni węgla brunatnego Turów. Z jej węgla na czas najtrudniejszy system dostał wsparcie z generacji Elektrowni Turów, w tym nowoczesnego bloku 496 MW i pozostałych czterech starszych. To obrazuje, jak wielkie znaczenie dla ciągłości dostaw ma planowanie i utrzymanie stosownych rezerw mocy.
Utrzymanie ich na odpowiednim poziomie - z uwzględnieniem wymiany po odstawieniach bloków z przyczyn technologicznych bądź kosztownych ambicji klimatycznych. A także rosnącego zużycia energii elektrycznej w kraju i bilansowania wymiany z zagranicą.

"Zatrważająca luka"

- Wykładnią strategii państwa w tej materii jest, a właściwie winna być Polityka energetyczna. Mówię winna, bo choć mamy ją od lutego aż do roku 2040, to jej zapisy wobec eskalacji polityki klimatycznej UE są niewiele warte - ocenia Herbert Gabryś. - Luka pomiędzy projekcją odstawień mocy i nowych inwestycji jawi się jako zatrważająco duża. I nie zapełni jej rozproszona generacja własnych źródeł przemysłu ani znaczący rozwój energetyki odnawialnej. Tej większej, w postaci farm wiatrowych czy prosumenckiej rozproszonej fotowoltaiki. Te bowiem bez ubezpieczenia swojej niestabilnej pracy - bo słońce nie zawsze świeci i nie zawsze wieje wiatr - nie będą mogły być samoistnym elementem w bilansowaniu potrzeb generacji KSE - uważa Gabryś.
Z czerwcowego raportu Urzędu Regulacji Energetyki wynika, że w latach 2020-2034 wytwórcy energii elektrycznej zaplanowali zwiększenie mocy źródeł niesterowalnych przy jednoczesnym zmniejszeniu mocy źródeł sterowalnych i wysoko dyspozycyjnych.- Mówiąc jaśniej - grozi nam niedostatek tych mocy, które ubezpieczają rozwój energetyki odnawialnej i będą stanowiły rezerwę na czas awarii naszych bądź współpracujących z nami stale systemów sąsiedzkich - zwraca uwagę Herbert Gabryś.

Potrzebne inwestycje i sterowanie popytem

Urząd Regulacji Energetyki (URE) opublikował w tym roku raport na temat planów inwestycyjnych w nowe moce polskich firm energetycznych w latach 2020-2034. Planowały one oddać do eksploatacji łącznie ponad 14,2 GW nowych mocy wytwórczych. Większość planowanych inwestycji na ponad 9 GW, planowanych do oddania od 2024 roku, nie ma zapewnionego finansowania. W tym samym okresie planuje się wycofanie z eksploatacji jednostek o łącznej mocy 18,8 GW. To głównie elektrownie na węgiel kamienny - prawie 13 GW i węgiel brunatny - prawie 5,5 GW.- Nieco ponad 60 proc. planowanych inwestycji dotyczy jednostek wiatrowych offshore, a około 15  proc. jednostek na gaz ziemny. Wobec rosnącej klimatycznej hucpy antywęglowej należy tę różnicę nieco powiększyć i sporo przyśpieszyć - przekonuje Gabryś.Istotną przyczyną wycofywania jednostek węglowych już dziś i po 2024 roku definitywnie będzie brak wsparcia mechanizmów opłat mocowych oraz brak efektywności ekonomicznej – wynikającej z braku możliwości pokrywania kosztów funkcjonowania, a nie ze względu na ich stan techniczny.Według tegoż raportu niedostatek mocy istotnie wpłynie na sposób bilansowania mocy dyspozycyjnej - w 2034 roku sięgnie prawie jednej trzeciej mocy całego systemu, to jest około 11 GW. Zmieni się niekorzystnie sposób, ale i koszt bilansowania systemu przez operatora. Musi on skutecznie wspierać inwestowanie w magazynowanie energii, ale i sterowanie popytem energii.Sterowanie wobec niedostatków popytem na energię to znane i sprawdzone mechanizmy. Stosuje je na co dzień sporo operatorów.- Nie obejmują jednak sytuacji systemowych braków mocy bądź gwałtownej niewydolności systemu - podkreśla Herbert Gabryś. - Raczej przewidywalne niedobory w krótszych okresach, na przykład doby. Jak nie mam wystarczających rezerw mocy sterowalnej - najlepiej w istotnej części z paliw własnych - to kupuję doraźnie, a więc drogo z zagranicy. Albo wyłączam grupy większych konsumentów energii. Mechanizm znany starszej generacji jako tak zwane stopnie zasilania. Znowu najprościej mówiąc, to pogrupowanie odbiorców, którzy w ustalonej kolejności, czasem przemiennie, będą pozbawiani prądu.   

Zaprojektujmy własne bezpieczeństwo

Otrzeźwienie powinno przynieść nam teraz spojrzenie na Chiny, gdzie mają problemy z przerwami w dostawach energii, czy choćby na Niemcy, które importują węgiel i ostatnio z niego produkują energię.Niemcy w tym roku wyraźnie zmniejszyli eksport energii. Polska energetyka, poza tym, że ratowała system niemiecki energią ze źródeł węglowych zimą (gdy panele fotowoltaiczne przysypał śnieg, a wiatr "nie chciał wiać"), to stała się w sierpniu po raz pierwszy od wielu lat per saldo eksporterem energii elektrycznej.Zobacz także:  Potężne podwyżki cen prądu są nie do uniknięcia. "Obawiam się blackoutów"- Nasi sąsiedzi z zachodu w tym roku także po raz pierwszy od dawna połowę swojej energii wyprodukowali z węgla. Brunatnego przede wszystkim - podkreśla Herbert Gabryś. - Nie wiem, czy trzeba naprawdę dramatycznych ograniczeń dostaw energii elektrycznej, aby zrozumieć, że ciągłość jej dostaw jest na miarę naszego bytowania. Rosnące jej ceny nawet skokowo nie wymuszą radykalnego zmniejszenia jej zużycia. Bez prądu nie da się żyć - zaznacza Herbert Gabryś.Zatem będziemy płacić i złorzeczyć. Czy tak musi być? Oczywiście nie! Ale może. Na razie nieuchronne wydają się podwyżki cen prądu jest. Koszt pójścia w kierunku tzw. zielonej energii może być bardzo dotkliwy.- I tego należy się bać już dziś!  W połowie lat trzydziestych wystąpi poważny deficyt mocy - ostrzega Herbert Gabryś. - I pociągnie się dalej. Do tego czasu nie wybudujemy nowych mocy systemowych realnie. Trzeba zatem po wygaśnięciu systemu opłat za moc stworzyć mechanizm, aby w zależności od potrzeb wykorzystać istniejące bloki węglowe. Te najlepsze i na miarę zasobów węgla - postuluje Herbert Gabryś.Zdaniem byłego ministra należałoby "przewietrzyć oczadziałą medialną retorykę klimatyczną". Robić wszystko, co się da dla środowiska, bowiem w nim żyjemy na co dzień. I dla klimatu.- Ale jednocześnie racjonalnie projektować własne bezpieczeństwo energetyczne - apeluje Herbert Gabryś. - Bo przecież w polityce klimatycznej naszej Wspólnoty nie tylko o klimat chodzi! W UE trzeba głębokiej refleksji nad dalszym funkcjonowaniem systemu uprawnień i handlu emisjami. Nie sprawdził się jako mechanizm rozwoju nieemisyjnych technologii pozyskiwania energii ani wsparcia nauki. Haraczu opłat emisyjnych skutecznie morduje wiele gałęzi gospodarki unijnej. Powoduje energetyczne ubóstwo wielu rodzin. Hipokryzją jest zadziwienie wielu polityków europejskich, skąd na rynkach energii tak wysokie ceny. To na nasze życzenie. Wprowadziliśmy wiele regulacji, aby tak było. W tym upoważnienie KE do ograniczania wolumenu uprawnień do emisji CO2. Zrodziły się spekulacyjne mechanizmy ich obrotem. Także łatwym i istotnym łupem dla budżetów państw członkowskich ze sprzedaży uprawnień. Również u nas! - podkreśla Herbert Gabryś.Jego zdaniem "okładanie się cłami w zewnętrznej polityce handlowej UE" nie jest rozwiązaniem i nie uchroni przed utratą konkurencyjności wielu energochłonnych gałęzi przemysłu i przed problemami społecznymi.- W tej sprawie każda inicjatywa nie tylko u nas i UE jest zasadna. Inaczej ukryte interesy zróżnicowanych strategii gospodarczych krajów wspólnoty przyniosą wiele „złych” kosztów.  Cytując z filmu Seksmisja: „ciemność widzę”. A przecież wcale tak nie musi być! - apeluje Gabryś.

Kiedy przyjdzie otrzeźwienie...

Szybsze wycofywanie węgla w połączeniu z powolnym budowaniem alternatywy dla tego paliwa może przynieść opłakane skutki. Tutaj między innymi jawi się widmo częstych przerw w dostawie prądu w kolejnych latach. Unia Europejska stale podnosi wyżej poprzeczkę celów polityki klimatycznej. Jednak ochrona klimatu jest kwestią o charakterze globalnym. Walka z wydobyciem węgla w Polsce jawi się wręcz jako groteskowa, skoro stanowi ono niecały procent światowego wydobycia.  - Nie jesteśmy w świecie jedyni, przykładowo Chiny wydobyły 3 mld 700 mln ton węgla i nadal zwiększają  jego wydobycie - przypomina w rozmowie z portalem WNP.PL Grzegorz Tobiszowski, europoseł. - Również Rosja myśli o zwiększeniu wydobycia węgla. Bez zmiany podejścia Europa przegra wyścig gospodarczy - dodaje Grzegorz Tobiszowski.Węgiel jeszcze długo pozostanie motorem takich gospodarek, jak Indie czy Chiny. Tam najpierw myśli się o przemyśle i produkcji, a dopiero potem o kwestiach klimatycznych, a nie na odwrót.- Trzeba wreszcie powiedzieć temu ekologicznemu szaleństwu: dość! - zachęca w rozmowie z portalem WNP.PL Wacław Czerkawski, przewodniczący Rady OPZZ województwa śląskiego. - Jeżeli będzie zima, przypominająca zimę właśnie, a nie jesień, to może się okazać, że odnawialne źródła energii to bardziej sprawa lobbystyczna ekologów, a nie realne zabezpieczenie systemu energetycznego - dodaje Czerkawski.Argumentuje, że likwidacja kopalń w Europie w ostatnich lat nie zatrzymała zmian klimatu, zatem nie tu tkwi problem.- Wielkie kłopoty zaczną się wtedy, kiedy okaże się, że nie ma prądu w gniazdkach i nie działa ogrzewanie. Wówczas może przyjdzie otrzeźwienie. Oby tylko nie za późno. Może już najwyższy czas na weryfikację planów zakładających odchodzenie od węgla, bo nic innego realnie w zamian nie mamy - podsumowuje Wacław Czerkawski.

 

"Ciemność widzę..." Brak prądu da nam popalić

07 października 2021